Malarskie warsztaty… z ośliczką Amandą

Wakacje wprawdzie minęły, ale warsztaty malarskie z Amandą jeszcze długo zostaną nam w pamięci. Nie będzie to trudne, a gdyby komuś udało się zapomnieć, to wystarczy, że spojrzy na szkice i obrazy, które namalowaliśmy podczas pobytu w gospodarstwie Ekologia Mirsk. A było tak…

Na początku wakacji Chris Schmitz zapowiedział, że dostał zielone światło oraz fundusze od Starostwa Lwóweckiego na zorganizowanie przez Fundację „Tina and friends” drugiej części projektu ze zwierzętami, w którym będą mogły uczestniczyć osoby z niepełnosprawnościami z Mirska i Gryfowa. Grupa chętnych powstała w błyskawicznym tempie, bo w spotkaniu miała uczestniczyć ośliczka Amanda, jej koleżanka Kora, muliczki Riviera i Ninka, koniki polskie Heba, Julka i Filou, wybrana ze 130 owiec delegacja w ilości 3 matek i 3 jagniąt oraz Fidy – biszkoptowa labradorka, która towarzyszy nam niemalże w każdym projekcie.

Osły małe dwa

Zaczęły się wakacje, minął lipiec, nadszedł 12 sierpnia ze słonecznym porankiem, w który stanęliśmy w kręgu i odśpiewaliśmy hymn na cześć dwóch osłów: „Osły małe dwa, chciały przejść przez rzeczkę…”. Tak, tak, to w oryginale piosenka o dwóch pieskach, którą ze względu na Amandę i Korę troszkę zmieniliśmy. Rozśpiewani poszliśmy razem z Chrisem Schmitz na gospodarstwo, gdzie mieliśmy małe wprowadzenie na temat rolnictwa: jaka jest różnica pomiędzy sianem a słomą? Jakie ziarno znajduje się w poszczególnych kłosach? Co to jest rolnictwo ekologiczne? Do czego służy maszyna, którą uruchomił Mariusz i dlaczego nazywa się krokodyl? Śmiechu było dużo, ale wiedzy również.

Zobaczyć, powąchać, pogłaskać i przytulić się

Przeszliśmy do ogrodzonej kwartery, gdzie czekały na nas nie tylko stoły i ławki, ale przede wszystkim wspomniane zwierzęta. Patrzyły na nas swoimi dużymi oczami i z zaciekawieniem, jakby chciały spytać „O co chodzi? Czy będziemy się razem bawić?”. No i rzeczywiście bawiliśmy się i do tego wybornie. Najpierw zastanawialiśmy się grupowo, jakie różnice można zauważyć w wyglądzie pomiędzy poszczególnymi zwierzętami, potem mogliśmy podejść do nich, aby je dotknąć i poczuć jakie miękkie mają sierść i wełnę, pogłaskać i uczesać przy pomocy szczotek, powąchać naszymi nosami, jak przyjemnie pachną i spojrzeć w ich piękne i mądre oczy a na końcu przytulić się do nich.

Szkicowanie na stojąco

Teraz przeszliśmy do kolejnego etapu, którym było szkicowanie ulubionego zwierzęcia. Wyposażeni w ołówki i kartki papieru ruszyliśmy do pracy na stojąco. Dlaczego na stojąco? Bo tak lepiej widać to, co chcemy narysować. Poczuliśmy się jak prawdziwi artyści. Każdy z nas przyglądał się chwilę swojemu wybranemu czworonogowi a następnie rysował kawałek po kawałku: głowę, grzbiet, brzuch, nogi, no i oczywiście ogon a u koniowatych jeszcze grzywę. Myśleliśmy, że rysunek ołówkiem był największym wyzwaniem, ale najtrudniejsze miało jeszcze się wydarzyć.

Malarskie wyzwanie

Aby odświeżyć umysł i ciało poszliśmy najpierw na małe co nieco: arbuz, banany, winogrona, ciastka i placek upieczony przez panią Marysię a do tego soki i woda z cytryną i miętą. Chwila wytchnienia i kilka rozmów a potem… do dzieła!

Na stołach czekały już farby akrylowe, kubki z wodą i pędzle. Kto zapomniał jak wygląda jego ulubienica lub ulubieniec, mógł spojrzeć na swój szkic lub na jedno ze zdjęć, na których uwiecznione były zwierzęta. Już chcieliśmy ruszyć z pracą, gdy nagle okazało się, że najpierw musimy zapoznać się z kilkoma zasadami: nie malować „surowymi” farbami lecz mieszać je z sobą a do tego jeszcze używać dużo wody, aby kolory były lekkie, ciepłe i niepowtarzalne. Mieliśmy często zmieniać wodę w kubki, wypłukiwać pędzle i… niczego się nie bać a zwłaszcza mieszania farb. Łatwo powiedzieć, ale jakie kolory wymieszać z sobą, aby powstał brąz? A jakie są potrzebne aby uzyskać szarość? Według zasady, że praca czyni mistrza, wzięliśmy się za eksperymentowanie. Co niektórzy z nas wiedzieli, jaki kolor powstanie, gdy wymieszamy np. czerwony z żółtym lub niebieski z czerwonym a kto nie wiedział ten eksperymentował. Na początku było trochę trudno, ale jak to mówią „w grupie siła” – więc czego bać się w takiej silnej gromadce jak nasza?

Daliśmy radę!

Ani się obejrzeliśmy a minęła godzina. Godzina, w której powstały obrazy z Amandą i jej przyjaciółmi. Każdy inny, każdy indywidualny i innego artysty, czyli nas. Stanęliśmy wszyscy razem, aby zrobić pamiątkowe zdjęcie. Trzymając delikatnie w palcach namalowane prace, patrzyliśmy w obiektyw aparatu nie tylko z uśmiechem ale i z dumą, zadowoleniem oraz ulgą, że daliśmy radę. Zawiesiliśmy obrazy na sznurku przy pomocy spinaczy a potem zabraliśmy się za wspólne sprzątanie. Panu Chrisowi też podobały się nasze dzieła. Nawet powiedział, że fajnie byłoby zrobić z nich kalendarz, więc kto wie, kto wie…

Gdy stanęliśmy w kole, aby zaśpiewać piosenkę o dwóch osłach, z kwartery obok przyglądały się nam Amanda z Korą i Rivera z Ninką. Machały ogonami na prawo i lewo, jakby chciały pokazać, że lubią naszą piosenkę… ale może oganiały się tylko od natrętnych much? Tak minął nam jeden z wielu dni wakacji. Wakacji po których pozostały wspomnienia oraz obrazy Amandy, Kory, Riviery, Ninki, Heby, Julki, Fileu, owiec, jagniąt i Fidy.

Anna Malinowski

Fot. Archiwum Autorki

Miejsce na Twoją reklamę!

guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opublikuj post: