
24 lipca 2025 roku zmarł Grzegorz Romanczenko artysta malarz, wokalista, wieloletni nauczyciel plastyki w II Liceum Ogólnokształcącym im. Marii Skłodowskiej Curie w Gorzowie Wielkopolskim, Sybirak – informuje Wanda Milewska.
Urodził się w 1940 roku w Nowojelni koło Nowogródka (obecnie Białoruś). Ukończył Liceum Sztuk Plastycznych w Szczecinie. Był absolwentem Państwowej Szkoły Sztuk Pięknych w Poznaniu (1989). W Gorzowie należał do Nauczycielskiej Grupy Plastycznej „Wena”. Swoje prace wystawiał m.in. w Hamburgu, Katowicach, Szczecinie, Poznaniu oraz wielokrotnie w Gorzowie Wielkopolskim. Przez pewien czas był wokalistą Cygańskiego Zespołu Muzycznego Terno a także chórzystą chóru „Cantabile”. Grał na harmonijce.
Grzegorza Romanczenkę poznałam wiele lat temu pracując w lokalnym radiu. Wielokrotnie zapraszałam go do audycji kulturalnych. Opowiadał o pracy pedagogicznej, o swojej twórczości, o kulturze, śpiewaniu ale także wspominał czas, kiedy z rodziną znalazł się na „nieludzkiej ziemi” Syberii. Wprawdzie był wtedy dzieckiem ale wspomnienia rodzinne nie pozwalały zapomnieć tamtych chwil.
Malarstwo było jego pasją, malował pejzaże, martwą naturę, portrety. Mimo problemów i ciężkich przeżyć związanych z wywózką na Syberię, jego prace są pogodne, o czym świadczy ich tematyka i wielobarwna kolorystyka.
Grzegorz zawsze był tam gdzie działa się wysoka kultura. Wystawiał swoje prace ale bywał także na spotkaniach, koncertach i wernisażach innych twórców.
O Grzegorzu Romanczence wspomniałam w książce mojego autorstwa „Życie w kancelarii”, jako podziękowanie za wizytę w moim domu rodzinnym i uprzyjemnienie czasu mojej Mamie, która także jako dziecko przeżyła wywózkę na Syberię. Było to niezapomniane spotkanie. Obydwoje wspomnieli miniony trudny czas syberyjskiej zsyłki, ale rozmowa przede wszystkim toczyła się wokół malarstwa, którego moja Mama była pasjonatką i kilkanaście obrazów jako amatorka namalowała a Grzegorz – artysta plastyk wyraził o nich swoją opinię, twierdząc, że każdy kto czuje potrzebę wyrażania się przez malowanie, powinien to robić.
Niezwykle przyjemnym momentem tego spotkania okazała się rozmowa o muzyce, która zakończyła się śpiewająco, bo wspólnym wykonaniem „Włóczęgi”. Grzegorz i moja Mama znali cały tekst na pamięć. Pieśń opowiada historię zesłańca, który zbiegł z więzienia, wędrował przez stepy i góry zabajkalskiego kraju. Gdy przepłynął jezioro Bajkał spotkał się z matką, od której dowiedział się, że jego ojciec już nie żyje, a brat też jest na syberyjskim zesłaniu.
Za to spotkanie byłam bardzo wdzięczna Grzegorzowi, to był czas kiedy moja Mama osłabiona chorobą już nie wychodziła z domu, a jednak nabrała energii nawet do śpiewania.
Potem ja z moim mężem Grzegorzem odwiedziliśmy Artystę w jego mieszkaniu przy ul. Grobla, mieszkaniu, które było pracownią i galerią jego obrazów.
Grzegorz Romanczenko był wysportowany i może dlatego na długo zachował młodzieńczą sylwetkę. Wiele razy spotykaliśmy się jeżdżąc na łyżwach na lodowisku w „Słowiance”, potem przez kolejne lata mój mąż widywał się z nim na basenie, także w Centrum Rehabilitacji „Słowianka”.
Wanda Milewska
Archiwum autorki


