
Wśród jeleniogórzan, którzy część swojego życia oddali muzyce jest Leszek Bartnicki – znany w regionie perkusista, który gra na perkusji już od ponad 60 lat.
Jego rodzina pochodzi ze wschodniej Polski – tato z Białegostoku, a mama z Mazowsza. Oboje w 1939 roku dostali się do niewoli i sześć lat spędzili w niewoli w Kłajpedzie. Po wyzwoleniu płynęli statkiem na zachód, ale gdy Pani Bartnicka usłyszała polski hymn, postanowiła wysiąść w pierwszym możliwym porcie i zostać w Polsce. Od 1947 do 1949 roku mieszkali we Wrocławiu, następnie Pan Bartnicki został służbowo przeniesiony do Jeleniej Góry. Tam dostał mieszkanie i przez wiele lat prowadził sklep motoryzacyjny.
Od najmłodszych lat interesował się muzyką. Lubił chodzić na wszelkie uroczystości z udziałem wojskowych albo kolejowych orkiestr. I najbardziej podobały mu się werble. Gdy miał trzynaście lat, spotkał Jana Hillera – pianistę, z którym razem słuchał swingu i Dixieland. Znajomi mieli adapter i dostęp do płyt, jako że dostawali je od rodziny z Danii. Dzięki nim miał dostęp do muzyki światowej klasy ze szczególnym uwzględnieniem jazzu.
Kiedy w Jeleniej Górze powstały Nowiny Jeleniogórskie i Klub Kwadrat, rozpoczął się czas promowania młodych artystów. Założono Estradę Młodych, którzywystępowali w schroniskach – wpierw był program estradowy, a potem tańce. To były pierwsze muzyczne szlify młodego Pana Leszka, który skończył właśnie LO im. Stefana Żeromskiego w Jeleniej Górze, zdał maturę, ale nie dostał się na studia. Właśnie szukał pracy, gdy odezwał się do niego prezes Związku Zawodowego Muzyków w Jeleniej Górze -Wiesław Nowak i powiedział, że ma dla niego skierowanie na granie w lokalu klubowym „Sasanka” w Szklarskiej Porębie. Tam jako perkusista w orkiestrze Pan Bartnicki został na dłużej.
Nadeszły lata siedemdziesiąte. Pan Leszek założył rodzinę. Kiedy urodziło się dziecko, zakończył granie na perkusji. Jeszcze przez dwa lata na różnych etatach pracował w teatrze – ale tam muzykowania było mniej, a więcej statystowania czy załatwianie spraw organizacyjnych i gospodarczych.
Następnie dostał się na studia zaoczne do Wyższej Szkoły Ekonomicznej we Wrocławiu i przeniósł się do pracy w Energetyce Jeleniogórskiej, gdzie został szefem służb pracowniczych, a następnie dyrektorem w Przedsiębiorstwie Budownictwa Komunalnego. Po trzech latach pracy w tym przedsiębiorstwie, Państwo Bartniccy dostali mieszkanie.
Stan wojenny przyniósł istotne zmiany w osobistym życiu Pana Leszka. Przede wszystkim zwolniono go ze stanowiska dyrektora. Nie zgodził się z tym, odwołał się do sądu i sprawę wygrał, ale do pracy już nie wrócił. Dostał jedynie odszkodowanie oraz pozytywne świadectwo pracy.
Znalazł za to etat w spółdzielni, która na szczęście nie została objęta rygorem stanu wojennego. Został jej prezesem.
W latach 80. Pan Leszek wrócił do grania na perkusji w Otwartej Grupie Swingującej. Co prawda nie miał własnego instrumentu, ale na szczęście perkusja była na miejscu, w Osiedlowym Domu Kultury na Zabobrzu. Zaczął przychodzić raz w tygodniu i tak związał się z muzykowaniem na stałe.
Obecnie Pan Leszek ma 80 lat i w dalszym ciągu jest aktywny, wciąż gra. W 2024 roku wystąpił razem z zespołem Karkonoski Dixieland w koncercie inaugurującym VII Dni Muzyki Papieskiej, grając północnoamerykańską muzykę chrześcijańską. Występ został bardzo dobrze przyjęty i nagrodzony brawami na stojąco.
Życzymy Panu Leszkowi wielu lat zdrowia i wspaniałego grania. Niech perkusja mu służy i muzyka rozbrzmiewa. Wszystkiego najlepszego.
Opracowała Monika Łasiewicka na podstawie wywiadu radiowego dla radia KSON.
Fot. Użyczone


