
Jesień to pora roku chłodna, ale bogata w zioła. We wrześniu, a nawet w pażdzierniku czy listopadzie można wybrać się do lasu, na łąki w poszukiwaniu cennych surowców, bowiem o tej porze roku wiele gatunków roślin dopiero wydaje plony.
A jakie zioła warto zbierać? Zacznijmy od WRZOSÓW, gdyż mało kto wie, ale nie są to tylko rośliny ozdobne. Mają one właściwości bakteriobójcze i ściągające. Herbatka z kwiatków wrzosu będzie pomocna przy chorobach górnych dróg oddechowych, ale także w dolegliwościach układu pokarmowego. Substancje zawarte w kwiatach łagodzą objawy niestrawności, zapalenie błony śluzowej żołądka oraz jelit. Napar z kwiatów stosuje się na bezsenność, czy w schorzeniach o podłożu nerwowym. W dawnych czasach wrzos był symbolem miłości, ochrony i duchowej mocy.
W mitologii był kwiatem bogów i bohaterów, symbolem nieśmiertelnościi odrodzenia.
Dziś istnieje przesąd, że wrzosy przynoszą nieszczęście, przzysłowiowego pecha. Często roślina ta jest postrzegana jako symbol żałoby oraz śmierci. W dzisiejszych czasach wrzos to też typowy symbol jesieni i w wielu domostwach jest piękną ozdobą naszych ogrodów.
Kolejną roślinką, na którą warto zwrócić uwagę jest NAWŁOĆ POSPOLITA, która wykazuje działanie moczopędne, odtruwające, antygrzybicze, antybakteryjne, przeciwzapalne oraz przeciwbólowe. Substancja aktywna biologicznie obecna w nawłoci uszczelnia naczynia krwionośne oraz przyśpiesza gojenie sie ran. Jednak nie powinna być stosowana przez kobiety w stanie błogosławionym, jak to mówili Słowianie, ani przez matki karmiące piersią, a także przez osoby z ostrą niwydolnością nerek. Nie powinny jej stosować również osoby majace obrzęki spowodowane niewydolnoscią serca. Co jeszcze zawiera ta roślina? Otóż flawonoidy, saponiny, garbniki i olejek eteryczny. Garbniki np. wykazują działanie przeciwzapalne na przewód pokarmowy oraz działają ściągajaco. Nawłoć pospolitą stosujemy w formie naparu, maści, płynów doustnych, a nawet w postaci tabletek. Najczęściej jest wykorzystywana w stanach zapalnych pęcherza moczowego, dróg moczowych, czy w kamicy moczowej, ze względu na swoje właściwości moczopędne.
W Polsce mamy także NAWŁOĆ KANADYJSKĄ, którą sprowadzono z Ameryki Północnej w 1872 roku ( według zapisków na terenie Małopolski). Roślina ta jest bardzo inwazyjna. Jedni uważają za takie samo cenne żródło jak naszą rodzimą, a dodatkowo za roślinę miododajną. Inni za roślinę niebezpieczną, która ze względu na swoje wysokie rozmiary i tworzenie rozległych połaci, wpływa negatywnie na populację ptaków. Jej wysokie łany nie dają szans na lądowanie i poruszanie się pomiędzy nimi ptakom, które zakładają gniazda na ziemi. A jak odróżnić nawłoć pospolitą od kanadyjskiej? Otóz kanadyjska jest dużo wyższa. Osiąga nawet od 1,5 do 2 metrów wysokości, a jej łodygi są szorstko owłosione.
Jesienią zbieramy też bulwy, korzenie oraz kłącza. Tu warto wspomnieć o korzeniach ŻYWOKOSTU LEKARSKIEGO, który należy co ciekawe do rodziny ogórecznikowatych.
W Polsce rośnie dość powszechnie, a najczęściej na opuszczonych terenach, w rowach, a nawet na budowach. Najczęściej jest stosowany w formie maści. Łagodzi napięcie mięśniowe, korzystnie wpływa na stan kości przy urazach. Nazwa zobowiązuje – żywokost = żywe kości.
Wykazuje także działanie regenerujące i odżywcze na skórę po urazach, odmrożeniach, czy po oparzeniach. Żywokost zawiera w sobie alantoinę, która wykazuje działanie przeciwzapalne i przeciwbólowe. Macerat z korzenia niweluje także siniaki i krwiaki. Korzeń wykopujemy jesienią lub na wiosnę, w drugim oraz trzecim roku wegetacji.
Bierzemy 100 g korzenia żywokostu, zlewamy 200 ml octu spirytusowego 10% i zostawiamy do maceracji w ciemnym chłodnym miejscu na 7 dni. Po tym czasie odfiltrowujemy, zlewamy do butelki i gotowe do użycia, do nacierania. Żywokost stosujemy na zewnątrz, ale na nie uszkodzoną skórę, a długość kuracji nie powinna przekraczać 6 trygodni w ciągu roku.
I na koniec pamiętajmy też o owocach jesieni, np. czarnego bzu, dzikiej róży czy tarniny, które po wysuszeniu możemy całą zimę dodawać do różnych naparów. Jednak żeby je zebrać, a zwłaszcza dziką różę, czy tarninę, warto poczekać do pierwszych przymrozków lub przemrozić w zamrażarce. Dzięki temu nie będą miały cierpkiego smaku.
Małgorzata Mazurek, bajkopisarka Flora
Fot. Pixabay


