
Pan Roman, 75-letni mieszkaniec Jeleniej Góry jest samotny, owdowiał 15 lat temu, dzieci wyjechały za granicę i ma z nimi rzadki kontakt telefoniczny, chociaż wspierają go finansowo, gdy jest taka potrzeba. – Mogę na nich liczyć – mówi pan Roman – ale chyba jedyną moją oddaną przyjaciółką jest Zosieńka, dwunastoletnia pudelka.
To miniaturowy biały pieseczek, który wpatrzony jest we mnie jak w obraz, zresztą z wzajemnością. Noszę ją zawsze ze sobą wszędzie w specjalnej torebce przewieszonej przez ramię, z której wystaje biały łebek z błyszczącymi oczkami. Jeżdżę z nią do sanatoriów, na wczasy, chodzę do kina, na koncerty, ale także uczestniczy w nabożeństwach kościelnych. Zosieńka nigdy nie szczeknęła ani nie zapiszczała, jakby zdając sobie sprawę z tego jak w ważnych wydarzeniach bierze udział.
W jedną z wakacyjnych niedziel wybrałem się na koncert do kościoła, usiadłem jak zwykle w ławce wstawiając obok siebie na ziemi torbę z pieskiem, który jak zwykle siedział bezgłośnie i bez ruchu w swoim schowku. W trakcie mszy św. podeszła do mnie jakaś nobliwa dama, szepcząc abym natychmiast opuścił kościół, bo to miejsce dla ludzi a nie dla zwierząt. Obok siedzący ludzie zaczęli sykać, aby się uspokoiła i dama odeszła. Za chwilę pojawiła się druga dama ubrana w kwiecistą suknię, która zbliżyła się do mojej twarzy i nieświeżym oddechem prawie że wykrzyczała, żebym natychmiast kościół z psem opuścił. Oświadczyłem, również szeptem, że pies nikomu nie przeszkadza, jest to stworzenie boże i nie zastosuje się do nakazu, jak się okazało, miejscowej rady parafialnej.
Potem, gdy już wychodziłem z kościoła kilka osób z dezaprobatą wypowiadało się o reakcji interweniujących kobiet, co mnie uspokoiło, że jeleniogórscy katolicy mają otwarte serca nie tylko dla ludzi, ale również dla zwierząt. To jakbym przeniósł w rzeczywistość – mówi pan Roman – owe przykazanie miłości, które co prawda odnosi się od bliźnich, ale przecież również oznacza, że kto nie kocha zwierząt, to i ludzi pokochać nie potrafi.
No właśnie, zamieszczamy te opowieść pod rozwagę nie tylko wiernych, bo przecież bywają wcale nierzadkie sytuacje, kiedy to domowy zwierzaczek jest naszą ostatnią miłością na tej Ziemi.
(ŁM)
Fot. MP


