
Napisała do nas Czytelniczka z Jeleniej Góry oburzona zachowaniem wielu klientów w marketach. Chodzi o dotykanie i ściskanie zwłaszcza owoców. Pół biedy, jeśli ktoś spróbuje kulkę winogrona. Ale międlenie owoców jest nie do przyjęcia.
– Stoję w markecie przy stoisku z owocami i co widzę? Podchodzi pan zainteresowany kartonem z kiwi. Bierze do ręki owoc po owocu, ściska i odkłada. Zaraz po nim pani, która międli w dłoniach na potęgę pomidory i odkładała na miejsce. Inny pan w pobliżu zainteresował się jabłkami i z dużym zaangażowaniem testował ich miękkość. I tak dalej, i tak dalej – opowiada pani Teresa.
Niby nic takiego, po prostu uważni klienci. Tylko po nich ktoś przychodzi i bierze te wymięte, wymęczone warzywa i owoce, a one dopiero po przyniesieniu do domu ukazują swój obraz nędzy i rozpaczy, a już następnego dnia kwalifikują się do kosza – opowiada seniorka. – O tym ci państwo nie myślą, uważają, że zniszczone przez nich produkty to sprawa marketu? Otóż nie do końca, to większy problem niszczenia żywności, której będzie coraz bardziej brakować, a ja pamiętam wojenne czasy kiedy nie było co jeść. Ale nas to teraz przecież nie dotyczy? – pyta.
(RED)
Fot. Pixabay


